sobota, 2 kwietnia 2016

Ostatni bieg przed poniedziałkowym tenisem (po przeszło rocznej przerwie)





Rakiety w ręku nie miałem od października 2014 roku. W poniedziałek będzie powrót. Czas szybko zleciał. Miałem moment wahania, czy iść biegać dziś, ale tak się nakręciłem i jestem nakoksowany motywacją, że poszedłem. Dziś w trochę monotonnym pejzażu - po Ogrodzie Krasińskich - ponieważ będąc na ulicach wiało mi za bardzo, a byłem ubrany już bez kurtki. Jeszcze by mnie zawiało i w poniedziałek bym nie mógł.

Dzisiejszy bieg był zadziwiająco dobry. Zdecydowanie zielona strefa, tak miało być. Czasowo jak dla mnie również dobrze. Dobrze, bo po wszystkim nie zdychałem i czułem, że jest zapas. Ogólnie dzisiaj jest dobry dzień - słońce świeci, ludzie na ulicach. Flirtująca ze mną Pani ze sklepu. Jest nieźle. Chyba faktycznie jestem w formie.

Zadziwiająca jest również potęga mechanizmu wyparcia - przez ten czas bez tenisa jakoś nie myślałem o grze. Godząc się ze wszelkimi okolicznościami, bo i tak mimo wszystko byłem w lepszej sytuacji niż niejeden człowiek. Teraz, jak tenis wrócił to dopiero czuję, że żyję. Brakowało mi tego jednak.

Po bieganiu obowiązkowe rozciąganie, zimny prysznic. Potem koktajl z mleka, białka WPC i kakao. Za chwilę będzie coś dobrego do żarcia.














Przez ten czas ciuchy do tenisa leżały odłogiem w szafie. Głęboko. To też jakaś oznaka... Teraz grzecznie się suszą. No w zasadzie wysuszyły, dziewczyna pewnie będzie mnie ścigać, że nie pościągane i pochowane.














Gorzej jak kobieta - które buty wybrać :D. Po lewej łapka bokserka - czynnie uczestniczy w powrocie Pana do sportu, do biegania i do tenisa w szczególności. Każda rzecz obwąchana i zatwierdzona.

Jutro odpoczynek i sprzątanie domu.

A, to moja strona na Fejsie: https://www.facebook.com/blogtadxblogspotcom-sportowy-blog-1610583439183912/?fref=nf

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz